




I rzeczywiście, w następnym skurczu czuję parcie. I nie było czasu myśleć o żadnych materacach i pozycjach, położna tylko krzyknęła do reszty „ekipy porodowej” - „zaraz rodzimy, potem mogę nie zdążyć krzyknąć bo wieloródka”, ustawiła łóżko w pozycji siedzącej, pierwszy party, wody poszły, ekipa się zjawiła, drugi party – położna komentuje - ale ma włoski ! trzeci party – i nie obyło się bez strachu na końcówce, bo Małemu zaczęło tętno skakać i lekarz zapowiedział że mam ostatnią szansę urodzić samodzielnie – czwarty party, położna nacięła na 2 szewki (potem tłumaczyła że chciała mi oszczędzić kleszczy) no i główka na zewnątrz, a zaraz wyślizgnęła się cała reszta. Godzina 8.00. Mamy Franka ! 3870g 57cm 10pkt.








Gratuluję 







madziunia napisał(a):Po takim porodzie zapragnęło mi się trzecie dziecko ale chyba nie mam aż takich zdolności negocjacyjnych aby przekonać męża



i niezmiennie mam nadzieję ... 










) i powdychałam nieznane mi "coś" i pojechałam do domu z informacją, że jeśli już czas to się zacznie.
Taka mokra, wrzeszcząca i prześliczna.
Najpiękniejszy moment w moim życiu jako, że Emila widziałam dopiero po pół godzinie od porodu.

Gratulacje 










Dojechał mąż i tak liczymy te skurcze a czas leciii. Szyjka się wolno otwiera :zdegustowany: kurcze a miało być szybko nie? no nic poczekamy
Mąż mi w tzw międzyczasie śniadanie zrobił (na patologii nie zdążyłam zjeść). Skurcze dalej poza skalę a rozwarcie powoli ale systematycznie się powiększa. O 12 mam już 5 cm. Decyzja lekarki po badaniu to co przebije pani pęcherz pójdzie szybciej... Jakoś nieprzyjemne te przebijanie a wód dużoooo... No ok za to po odejściu sztucznym wód skurcze na skali się zmniejszyły o połowę za to bolesność wzrosła co najmniej trzykrotnie.O 13 dostałam obiad mąż mnie karmił między skurczami... Co 30 min sprawdzał mi cukier czy w normie. Ok 13:30 poprosiłam o ZZO. No na bohaterkę to ja się nie nadaję. Ok ale najpierw trzeba spr krzepliwość. Zanim sprawdzili i podali ZZO to się 15 zrobiła. W międzyczasie łamałam męzowi palce bo skurcze bolesne bardzo i co 2-3 min. Nic to ok... ZZO zakładali już przy skurczach co 1,5- 2 min cholernie bolesnych.
No dobra ale jaka ulga- ponieważ rozwarcie szło wolno wysłałam męża na miasto niech coś zje. Jak wrócił to była 16:30. O 17 przestało działać ZZO a zaczęły się bóle parte :zdegustowany: :zdegustowany: :zdegustowany: Noż kurdę gdzie ten anestezjolog. Po zbadaniu lekarz powiedział że chyba cc bo mały źle wstawił głową nie przyparł brody do piersi i wstawił czubkiem- nie mam szans na poród SN - było 8-9 cm rozwarcia a że ZZO nie działało to mialam wszystko gdzieś marzyłam tylko o 1 - niech się skończy. Komentarz położnej- ale pan dr czarne wizje roztacza... Nie będzie tak źle... To było przed 17. Po chwili było już chyba 10 cm (bez znieczulenia to ja średnio kontaktowałam co się dzieje)... Przyszła położna zbadała i mówi no to rodzimy :niepewny: :niepewny: A nawet nie mialam siły spytac a co z tą głowką i cc? Cholera parłam i parłam dobrze że kazała mi kiedy przeć bo bym nie dała rady. Wysiłek był mega mlody tyłem główki szedł po odbycie wypychając wszystko co się dało
:zdegustowany: Ten tył główki powinien przodować a nie czubek... Noż charakterek się uparł przy porodzie pokazać. :cwaniak: Ból był koszmarny. Pamiętam tylko wyrywki z rozrywki.W pewnym momencie wielka ulga przy kolejnym parciu młody wypadł jak z procy. Po drodze czułam nacinanie. Dostałam synka do przytulenia i ryczałam ze szczęścia. Młody trafił do pediatry na oględziny- mężowi kazałam iść i patrzeć na ręce czy wsio ok (ten nieszczęsny żołądek). A mi kazali urodzić łożysko - no pikuś nie? Po czym przy próbie przystawienia maluszka nagle zaczęło mi rwać film. I tu zaczęła się jazda. Kojarze że przy szyciu pan dr próbował żartować a ja tylko kojarzę jak szył i szył... była mowa o jakimś naczynku czy krwiaczku który pękł w czasie porodu. Po zmierzeniu cukru okazało się że nagle skoczył do190. Ciśnienie najpierw skoczyło do chyba 230/coś tam a potem spadło do 85/40. Jak przez mgłę pamiętam że kolejny raz próbowano mi przystawić małego ale ostatnie co pamiętam że go przytulam podnoszę głowę a kolejne wspomnienie to już małego nie ma a mąż ma dziwnie przestraszoną minę. :niepewny: PO czym kolejny raz odpłynełam. otwierając kolejny raz oczy miałam maseczkę tlenową a pani dr tłumaczyła mi i mężowi że jedynie krew muszą podać bo morfologia kiepska - hemoglobina spadła do poziomu 5,5. Spytaliśmy czy jest alternatywa- nie nie ma bo leki te nie z krwi już mi podpięto pod kroplówkę ale za niska ta hemoglobina... No ok jak nie ma wyjścia... Po czym znowu kolejny raz urwal mi sie film ( a ile takich urywek nie pamiętam). Małego wzięto na noworodki. Bo i tak ja się nim nie zajmę... Mąż pojechał do domku sie przebrac i zamierzał siedzieć po powrocie przy mnie twardo. Chwilkę leżałam sama ale często przychodziła praktykantka by sprawdzić czy nie zasypiam zagadywała mnie byle bym nie zasnęła. A po podpięciu krwi to już w ogóle pilnowali co chwilkę czy nic się nie dzieje. Po 1 kroplówce z życiodajnym płynem mogłam odłożyć maseczkę tlenową a i pani praktykantka nie musiała monologów uprawiać. Potem przyjechał mąż. Pokazał mi lusterko - wyglądałam koszmarnie. Przy którymś parciu coś zrobiłam nie tak bo białek oczu w ogóle nie było widać a twarz i ramiona do wysokości biustu miałam w fioletowe ciapki - wybroczyny. Atam wygląd - trudno. Ważne że potrafiłam juz ustami ruszać. Po 2 kroplówce jak dla wampira podjęto decyzję- osocze dostane już na sali ale nie normalnej a takiej po cc z monitoringiem. I pediatrzy podjęli decyzję że mały na noc zostaje u nich bo ja jestem za słaba by go dostać. :rozpacz: :rozpacz: :rozpacz: Cała noc leżałam pod jakimiś czujnikami. I myślałam o moim maluszku który gdzies tam sam bez mamy :lzy: Rano kazali nasiusiać do kaczki i umyli a ja o 9 postanowiłam sama wstać bo nie mogę tu leżeć moje dzieciątko czeka na mnie. Ledwo doszłam do łazienki i z powrotem. Ale dałam radę byłam dzielna... potem zjadłam sniadanie i w nagrodę ok 10 dostałam Stasia. Ledwo chodziłam (kalafior zamiast odbytu) wyglądalam tak, że do horroru bez charakteryzacji by mnie przyjęli ale nic to najważniejsze, że wszystko było ok bo mały był ze mną... 





Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość