agula, podobało im się strasznie !!!! Cały czas nas teraz męczą "kiedy wreszcie pojedziemy na to "dziudo"?".
Na zajęciach mieli standardowy ukłon na przywitanie i pożegnanie, mieli bieganie, kicanie, czołganie, chodzenie na czworaka, wchodzenie na drabinki, turlanie, a najpoważniejsze ćwiczenie, to: leżeli na brzuchu na materacach z nogami przy ścianie, potem nogami wspinali się na ścianę, a na koniec podnosili się na prostych rękach, że w sumie z materacem stykały się tylko dłonie
Rozmawiałam z panem trenerem i mówił, że po pierwsze Witek uratował mu zajęcia, bo pierwszy zaczął wykonywać polecenia, za nim reszta kajtów, po drugie oboje się nadają, bo z Misią to była niewiadoma - niechętnie chcieli wziąć dziecko poniżej 3 lat. Na razie zajęcia, to są raczej ogólnorozwojowe i jedynie elementy judo się przewijają. W sumie nic dziwnego, przecież to maluszki, a to jest w Gdyni jedyny klub sportowy, który przyjmuje tak małe dzieci.
Mamy plany, że jak im się spodoba i będą chcieli to kontynuować, to spoko, za kilka lat możemy ich najwyżej przenieść do klubu bliżej domu, gdzie dużym plusem jest to, że uczy tam mój kolega, ale dzieci muszą mieć przynajmniej 6-7 lat. A jak nie będą chcieli, to od 6 lat można ich zapisać na Aikido.
W sumie jestem zadowolona, bo nie wiedziałam co zrobić z Misią, myślałam o jakichś tańcach, ale nie ma takiego miejsca, żeby Witek poszedł na jedne zajęcia, Misia na inne. Tak sprawa się sama rozwiązała - Misia się zaparła, że też chce i już

W ogóle nie było mowy o tańcach.
Iza, trener to raczej za dużo nie ćwiczy na takich rozwojówkach. Pokaże coś i stoi z oczami dookoła głowy

Ale dzieci tak się zmęczyły, że w samochodzie darły się o jedzenie
