strona główna forum czat kontakt
 szukaj
strona główna
nasze stowarzyszenie
nowości
artykuły
opowiadania «
  porody
  - Skurcze zaczęły się w nocy...
  - Na wizycie u ginekologa...
  - Termin miałam na...
  - Jest 6.00 rano...
  - Nie ma co się bać porodu!
  cuda
prezentacje
galeria
baza teleadresowa
baza leków
analizy
subskrypcja
forum
czat
członkowie stow.
kontakt

Nie ma co się bać porodu!

Wszystkie przyszłe mamy! Nie ma co się bać porodu! Wolałam nawet nie myśleć jak to będzie, zresztą wszystkie wyobrażenia i tak nie przewidziały rzeczywistości.

29 lipca
Tydzień po terminie stawiłam się wg. zalecenia lekarza do szpitala. Po wszystkich formalnościach i krótkiej rozmowie z lekarzem zrobiono test oksytocynowy. Niestety, nic sie nie działo, żadnego najmniejszego skurczu. Po teście badanie wód płodowych (brrrr... do dziś mnie trzęsie na wspomnienie o tym) - wody czyściutkie. Po tym wszystkim trafiłam na oddział patologii ciąży. Nieźle, najpierw się starałam, żeby mała nie wyszła za szybko, za to teraz ani o tym myśli.

30 lipca
Znów badania i godzina pod kroplówką z oksytocyną. Coś się zaczęło pojawiać, ach jaka to była przyjemność czuć skurcze i czekać na oficjalne rozpoczęcie porodu... Niestety, pod koniec skurcze zaczęły zanikać i zniknęły całkiem.. Wody nadal czyste.Chociaż to dobre. Rozwarcia brak. Lekarz pozwolił na wyjście do domu na popołudnie, jak przyjemnie nie być w szpitalu...

31 lipca
Tylko badania, skurczów brak, rozwarcia brak... Popołudnie w domu.

1 sierpnia
2 godziny oksytocyny, pojawiają się skurcze - dość mocne, do wytrzymania. Cieszę się i z uśmiechem oddycham przy każdym, nawet tym bardzo bolesnym. Pod koniec drugiej godziny skurcze znów zanikają. Badanie wód - przejrzyste, rozwarcia nadal brak.

2 sierpnia
Po porannym badaniu, pani doktor wypuściła mnie do domu na cały dzień!! Pojawiam się tylko po południu na KTG, wracam wieczorem. Wysprzątałam idealnie całą chatę, poczułam jakieś 2-3 skurcze, słabiutkie, ale może to TO!! Wieczorne KTG nie wykazuje żadnych skurczów, mała ma się świetnie, mam wrażenie, że się z nas wszystkich nabija... Rodzinka nie daje spokoju, mąż ma już dość, a ja? kolejna znajoma wychodzi z dzieckiem do domu, a ja nadal czekam. Mam doła...

3 sierpnia
W nocy pojawiają się skurcze!! Co 10-15 minut, później co 8-10. Nad ranem przechodzą. Mimo to dostaję oksytocynę. Dziś 3 godziny, ale w związku ze skurczami po godzinie przerwa i badanie. Wody przejrzyste, rozwarcia brak...
Po drugiej godzinie oksytocyny wykres skurczów plaskaty. Nic... Nadal trzeba czekać... Nawet nie mam już ochoty na spacerek. Siedzę cały dzień w szpitalu. Jak do wtorku nic się nie ruszy czeka mnie cesarka... Wieczorem rozmawiam z panią doktor co jeszcze można zrobić, zaproponowała mi żel Prepidil, wywołuje skurcze i powoduje rozwarcie. Cena ok. 160 zł. Decydujemy się, mam dość kroplówek i czekania. Jak żel nie pomoże to już nie pomoże nic.

4 sierpnia
Mąż uszykowany, ja też. Poranne badania w porządku. Właściwie w porządku są wody, bo brak rozwarcia to nie w porządku. Czekam na podanie żelu, 11.30 wołają mnie na porodówkę. Żel zaaplikowany, teraz tylko leżeć i czekać..
Ha! Czekałam kilka minut. Skurcze silne, właściwie to skurcze byki. Zapomniałam dryndnąć do mężą, że już idę "na żel", martwię się czy zdąży na czas... O 14.00 badanie - mimo silnych skurczów (co 2 minuty!!!) rozwarcia brak...
Badanie o 16 - jak wyżej. Podłączają mnie pod KTG, bo nie chcą uwierzyć w siłę i częstotliwość skurczów, ale to fakt... Niestety. Żal mi męża że musi patrzeć jak się męczę.
Godz.19 - badanie - rozwarcie na 1,5 cm. O matko, tyle cierpienia i tak marny efekt? Pani doktor decyduje się podać Dolargan, ma mi pomóc odpocząć, zasnąć i spowodować lepsze rozwieranie się szyjki. Co za ulga, raptem kilka minut... Skurcze znów wracają z tą samą siłą i częstotliwością...
Godz. 19.40 - odchodzą wody, ludzie toż to rzeka! Gdzie to się pomieściło?? Hurra!! 3 cm rozwarcia!!
ok. 20 - Dostaję bólów partych, jak tu nie przeć, kiedy mała się wypycha??? Staram się nie przeć, ale słabo mi to wychodzi...
ok.21 Wanna już się szykuje, wchodzę na piłkę pod prysznic. Lżej, dużo lżej.
21.30 Idziemy do wanny!! 5 cm rozwarcia!! Cudownie! Przy każdym skurczu włączany jest hydromasaż, ale bąble!! Ulga niesamowita! Teraz udaje mi się nie przeć! Będę już zawsze rodzić w wodzie!!
22.00 Po wielkich trudach i bólach rodzi się Julcia. Mały tygrysek chwilę pływa pod wodą, nie mogę uwierzyć, że to już... Nawet nie czułam jak wyskoczyła ze mnie.. W końcu mogę przytulić tego brykacza, mąż odcina pępowinę. Mała idzie do badania, a ja rodzić łożysko i do zszycia. Teraz już nie pamiętam bólu, bardziej uciażliwe były szwy, ani chodzić, ani leżeć.

Podsumowanie:
• jak rodzić to tylko w wodzie,
każdy ból można wytrzymać,
poród nie jest taki straszny,
mężczyźni nie muszą mdleć na widok krwi (a było tego sporo...),
najlepiej jest mieć maleństwo koło siebie, a nie w brzuchu.

Autor: Romisia 


 

   
strona główna - nasze stowarzyszenie - nowości - artykuły - opowiadania - prezentacje - galeria - baza teleadresowa - baza leków - analizy - subskrypcja - forum - czat - członkowie stowarzyszenia - kontakt
copyright © mamo.tato 2003-2004
konto: zaloguj mt_cms v04.01.21.1