strona główna forum czat kontakt
 szukaj
strona główna
nasze stowarzyszenie
nowości
artykuły
opowiadania «
  porody
  - Skurcze zaczęły się w nocy...
  - Na wizycie u ginekologa...
  - Termin miałam na...
  - Jest 6.00 rano...
  - Nie ma co się bać porodu!
  cuda
prezentacje
galeria
baza teleadresowa
baza leków
analizy
subskrypcja
forum
czat
członkowie stow.
kontakt

Termin miałam na...

Termin miałam na 14.01.2004. 09.01 byłam na kontrolnej wizycie w szpitalu. Efekt: 4 cm rozwarcia , szyjka puszcza, spotykamy się jutro o 11.00 na izbie przyjęć i do dobranocki urodzimy.

Do domu wracałam na piechotę, jakieś 3 km, spacerkiem, zaliczając po drodze Carrefura. Wieczorem na wkładce higienicznej zobaczyłam odrobinki, naprawdę odrobinki śluzu z krwią. Wrócił z Gliwic mój mąż i coś go tchnęło, żeby wcześniej położyć się spać. Ja jeszcze upiekłam ciasto i wylądowałam w łóżku koło północy.

O 02:30 obudził mnie bardzo silny ból krzyża... i zrozumiałam, że to już TO. Ale brzuch nie twardniał, natomiast krzyż bolał niesamowicie, co jakieś 15 minut. Jedyny moment ulgi, to siedzenie na kibelku.

O 03:30 krzyż bolał mnie już co 7 minut. Stwiedziłam, zgodnie z sugestią lekarza, że pojadę do szpitala jak skurcze, czyli w moim przypadku ból krzyża, będą co 5 minut, ale przez godzinę.

O 04:20 zadzwoniłam do pana doktora i umowiłam się na 05:00 w izbie przyjęć. Obudziłam męża i wyruszyliśmy.

05:10 jesteśmy na izbie, pan dr czeka. Krótkie formalności i idziemy na blok porodowy.

O 05:30 rozwarcie na 5 cm, i przyjeżdża anestezjolog z zzo. Od tego momentu jest miło. Rozmawiamy z panem doktorem o cyfrówkach i służbie zdrowia w Norwegii. Tyle, że coraz bardziej czuję parcie. Badanie: rozwarcie 7 cm. Decyzja: ok, ponowna dawka zzo, ale malutka, żeby nie spowalniać akcji porodowej. No i radosna nowina, że do 08:00 powinnismy urodzić Kluskę. Bóle parte - nasiliły się niezmiernie około 07:30. Na dodatek Młoda zaparła się swoją stópką o moje lewe żebro sprawiając mi naprawdę duży ból.

Wreszcie akcja z polożną: "Przemy!". Ale kluska jest za duża, żeby to poszło tak łatwo. Przechodzę na fotel. Tu jest zdecydowanie wygodniej niż na łóżku. Przemy na poważnie. Pomaga mi pan doktor, który odpowiednio naciskając mój brzuch - wypycha Marynię. Na fotelu były dwa skurcze i usłyszałam takie plusk, jakby ktoś wyjął korek z butelki, i Kluska wylądowała na moim brzuchu. O 08:05.

Taka obślizgła, biała i już taka kochana. Dostałam ojcowskiego całusa od męża, który wyruszył za pediatrą i położymi, żeby czuwać nad Marynią. Kluska dostala 8 pkt. w pierwszej minucie i 9 w następnej, bo... nie chciała krzyczeć tylko zakwiliła. Marynia ważyła 3700 g, a wzrostu miała 55 cm. A ja bez problemu, szybciutko urodzilam łożysko i do akcji przystapił pan doktor, któremu szycie mojego biednego podwozia zajęło całe 50 minut.

Nie leżałam na jednej sali z córeczką. Dzięki czemu w 6 godzin po porodzie już biegałam po korytarzu na trasie: oddział mam - oddział noworodków, gdzie w łóżeczku leżał śliczy kokonik. Mój człowiek! Mój cud! Absolutnie skończone piękno, gdzie wszystko jest na miejscu, nawet maleńkie, słodkie paznokietki.

Porodu naprawdę nie ma co się bać, ale dobrze mieć zaufanie do personelu.

Autor: Grydziu


 

   
strona główna - nasze stowarzyszenie - nowości - artykuły - opowiadania - prezentacje - galeria - baza teleadresowa - baza leków - analizy - subskrypcja - forum - czat - członkowie stowarzyszenia - kontakt
copyright © mamo.tato 2003-2004
konto: zaloguj mt_cms v04.01.21.1