strona główna forum czat kontakt
 szukaj
strona główna
nasze stowarzyszenie
nowości
artykuły
opowiadania «
  porody
  cuda
  - Cud po tylu latach
  - Samoistna owulacja przy PC...
  - Walczyliśmy do końca, nie ...
  - II krechy i moja historia
  - Miejsce cudownych zaciążeń
  - Gorąco zachęcam
  - Nadzieja dla wszystkich
  - Wbrew logice
  - Walka o małą Emilkę
  - Wbrew wszystkiemu - Natala...
  - To już rok...
  - Laparoskopia, endometrioza...
  - Mam PCOS i mam dziecko
  - Postanorektyczny chłopiec
  - Wyniki męża - złe
  - Ciąża przy PCOS
  - Diagnoza: Nigdy pani nie d...
  - Pani dziecko nie będzie żyć
  - Siódmy cud świata - Franek
  - Macica dwurożna
  - Starania
  - Ciąża przy słabych plemnik...
  - Kiepskie plemniki i prolak...
  - 3-letnia walka
  - Starania z genetyką w tle
  - Z taką prolaktyną brak sza...
prezentacje
galeria
baza teleadresowa
baza leków
analizy
subskrypcja
forum
czat
członkowie stow.
kontakt

Wbrew wszystkiemu - Natala już z nami

Miałam napisać ten post, kiedy dowiedziałam się o wyniku „bety”, ale myślałam wtedy, że wszystko może się zdarzyć i że jest za wcześnie. Za wcześnie wydawało mi się także po USG w 12-tym tygodniu, kiedy wszystko wyglądało dobrze, i za wcześnie było po USG połówkowym, i za wcześnie było tuż przed porodem, kiedy miałam sporo czasu,  ale teraz już mogę to napisać:
Cuda się zdarzają! Nasz ma 17 dni i śpi w drugim pokoju. Natalka urodziła się 06.07.2005 r., 10 pkt Apgar, 3220 g, 52 cm. Mnie zawsze takie historie dodawały skrzydeł, mam nadzieję, że nasza też komuś da nadzieję.

Musimy się cofnąć o prawie 4 lata. Zaczęło się od zawirowań hormonalnych - najpierw były plamienia przed i po miesiączce i „Orgametril” na uregulowanie cyklu. Szybko też się okazało, że mam hiperprolaktynemię i że prolaktyna nie za bardzo daje się zbić do normy, mimo coraz większych dawek „Bromergonu”. Po podejrzeniach mikrogruczolaka i CT, która nic nie wykazała, postanowiłam poszukać dobrego endokrynologa. Trafiłam na oddział endokrynologii na Karową. Było to prawie rok po tym jak dowiedziałam się, że moje hormony szaleją. Tam zrobiono mi wszystkie badania. Mój lekarz prowadzący postanowił "zignorować" upartą prolaktynę i dał mi leki na stymulację owulacji – „Clo”. Już w pierwszym cyklu "zaskoczyło" - byłam w ciąży!!!! Nasza radość trwała jeden trymestr. W 13-tym tygodniu dowiedziałam się w czasie badania USG, że ciąża obumarła w 9-tym tygodniu. Tego co wtedy czułam nie da się opisać. Najgorsze było to dręczące pytanie: "Dlaczego", nie chciałam po prostu przyjąć do wiadomości, że tak się dzieje i już.

Otrzymaliśmy z mężem skierowanie na badania genetyczne - badanie kariotypów. Po 4-ech tygodniach przyszedł wynik - okazało się, że jestem nosicielem zrównoważonej translokacji chromosomów 11 i 16. Statystycznie mieliśmy 50% szans na zdrowa ciążę, pozostałe 50% to ciąże obarczone wysokim "zmutowaniem" genetycznym - praktycznie bez szans na rozwój. To był szok. Czułam jak moje cale ciało do najmniejszej komórki buntowało się przeciwko byciu mamą.

Otrząsnęliśmy się jakoś i postanowiliśmy dalej walczyć. Tak minął prawie rok stymulacji „Clo”, podawaniem „Pregnylu”, potem „Luteina”, test, rozczarowanie itd. Zdarzyły się zdaje się 2 ciąże biochemiczne - test dał wynik pozytywny, który utrzymywał się 3-5 dni, potem miesiączka. Podjęliśmy decyzję o zmianie lekarza i tak trafiliśmy do „InviMedu”. Była to jedna z najlepszych decyzji jaką podjęliśmy w życiu. I pisze tak nie tylko dlatego, że mamy córeczkę. Ta klinika to pełne zrozumienie dla par takich jak my, przyjazna atmosfera i lekarz, który rozumie, że dzień cyklu, w którym trzeba zrobić USG może wypaść w weekend. Lekarz opanowany i który zaraża swoim spokojem.

W klinice decyzja o próbie przez kilka miesięcy stymulacji „Puregonem” i „Menogonem”. Owulacja wystymulowana, „Pregnyl” podany, potem „Luteina” i we wrześniu ciąża biochemiczna trwająca tydzień. To chyba przepełniło czarę goryczy - ta huśtawka od radości do strachu i poczucia straty. Po długich dyskusjach z mężem decyzja o ivf – wiedzieliśmy, że loteria z jedną komórką może trwać jeszcze długie lata.

Do ivf przystąpiliśmy z nadzieją, ale i z dystansem. Zbyt wiele doświadczeń było za nami, żeby rozbudzać w sobie zbyt wielkie nadzieje. Udało mi się "wyhodować" 12 komórek na „Gonalu F”. W prawidłowy sposób zapłodniło się 6. 3 zarodki wybrano "na pierwszy ogień" do podania. Podano je 24 listopada, 12 dni po transferze „beta” wynosiła 256.  Do 9-tego tygodnia byłam mamą bliźniąt, ale jeden zarodek przestał się rozwijać. Czyli w naszym przypadku "sprawdziło się" statystyczne 50% szans na prawidłową ciążę.

Stanęliśmy przed decyzją czy robić badania prenatalne. Większości nieinwazyjnych badań nie mogliśmy zrobić, bo ze względu na ciążę dwojaczą - ich wynik nie był wiarygodny. Badań inwazyjnych zaniechaliśmy - mogliśmy je zrobić dopiero w 17-tym tygodniu, a ich wynik niczego by nie zmienił. Postanowiliśmy uniknąć ryzyka i czekać co nam przyniesie los… A los po 9 miesiącach, które nie należały do najłatwiejszych, ale też na szczęście nie obfitowały w zmartwienia, przyniósł nam śliczną córeczkę.

Opisałam tu nasza drogę do rodzicielstwa bardzo skrótowo, dużo mogłabym pisać o problemach ze stymulacją, hormonami, emocjach itd. Jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się jakiś szczegółów, które ewentualnie mogłyby pomoc, bardzo chętnie odpowiem.

I chciałabym napisać jeszcze jedno: mimo zwątpień, rozczarowań, upadków, strat i rozpaczy - WARTO WALCZYĆ I WIERZYĆ, I NIE PODDAWAĆ SIĘ. Trzeba wstawać po każdym dołku i zwątpieniu, i powtarzać sobie: kiedyś musi być dobrze! Bo jeśli bardzo się pragnie zostać rodzicem, kiedyś na pewno znajdzie się drogę do rodzicielstwa. Każdy swoją.

Autor: Aka


 

   
strona główna - nasze stowarzyszenie - nowości - artykuły - opowiadania - prezentacje - galeria - baza teleadresowa - baza leków - analizy - subskrypcja - forum - czat - członkowie stowarzyszenia - kontakt
copyright © mamo.tato 2003-2004
konto: zaloguj mt_cms v04.01.21.1