strona główna forum czat kontakt
 szukaj
strona główna
nasze stowarzyszenie
nowości
artykuły
opowiadania «
  porody
  cuda
  - Cud po tylu latach
  - Samoistna owulacja przy PC...
  - Walczyliśmy do końca, nie ...
  - II krechy i moja historia
  - Miejsce cudownych zaciążeń
  - Gorąco zachęcam
  - Nadzieja dla wszystkich
  - Wbrew logice
  - Walka o małą Emilkę
  - Wbrew wszystkiemu - Natala...
  - To już rok...
  - Laparoskopia, endometrioza...
  - Mam PCOS i mam dziecko
  - Postanorektyczny chłopiec
  - Wyniki męża - złe
  - Ciąża przy PCOS
  - Diagnoza: Nigdy pani nie d...
  - Pani dziecko nie będzie żyć
  - Siódmy cud świata - Franek
  - Macica dwurożna
  - Starania
  - Ciąża przy słabych plemnik...
  - Kiepskie plemniki i prolak...
  - 3-letnia walka
  - Starania z genetyką w tle
  - Z taką prolaktyną brak sza...
prezentacje
galeria
baza teleadresowa
baza leków
analizy
subskrypcja
forum
czat
członkowie stow.
kontakt

Walka o małą Emilkę

Historię tę spisałam na podstawie pisanego wtedy pamiętnika. Dlatego też przedstawiam wszystko tak jak my to widzieliśmy i jak informowali nas lekarze.

EMILKA urodziła się 3 października o godz. 5.30. To był 35-ty tydzień ciąży. Malutka mierzyła 49 cm i ważyła 2800 g. Od razu okazało się, że są jakieś problemy: dostała 7 pkt APGAR, potem 9 i znowu 9. Była za mało ruchliwa. Położono mi ją zawiniętą w pieluszkę na kilka dosłownie sekund na brzuchu. Dotknęłam jej. Niestety zaraz zabrano ją do inkubatora. Okazało się, że Emilka ma problemy z oddychaniem. Podają jej tlen. Kilka godzin później przyszła do mnie szefowa pediatrii. Powiedziała, że kłopoty Emilki z oddychaniem stały się na tyle poważne, że musieli ją podłączyć do respiratora i nie chcą ryzykować. Mała musi zostać przewieziona do Kliniki Patologii Noworodka w Zabrzu.

Pozwolili mi ją wreszcie zobaczyć. Leżała taka maleńka i sama w inkubatorze, podpięta do tych wszystkich rurek. Byłam z nią tylko kilka minut, bo za chwilę wpadła ekipa 4 osób z przenośnym inkubatorem, kazali mi podpisać zgodę na przewiezienie córeczki i zabrali ją R-ką na sygnale do kliniki. Po południu okazało się, że Emilka ma zapalenie płuc. Dostała antybiotyki. Jeśli nic się nie przyplącze być może wyjdzie ze szpitala po 2 tygodniach.

4.10.2003 r. - sobota
Emilkę odłączono od respiratora, ale leży w tzw. budce tlenowej.

5.10.2003 r. - niedziela
Malutka jest już ubrana w kaftanik. Dostała dziś pierwszy raz mleko strzykawką. Karmią ją co 3 godziny po 13 ml mleczka. Mąż zawiózł też do kliniki pierwszy raz trochę mleka odciągniętego przeze mnie. Tata trzymał dziś chwilę swoją córeczkę na rękach. Był bardzo wzruszony.

6.10.2003 r. - poniedziałek
Wypisano mnie ze szpitala. Od razu pojechaliśmy do Emilki. Zobaczyłam ją pierwszy raz od dnia porodu. Pozwolono mi wziąć ją na ręce i nakarmić. Próbowałam piersią, ale się nie udało - była zbyt słaba by ssać. Dostała więc butelkę i zaraz potem wróciła do inkubatora. Lekarze podejrzewają, że doszło do krwawienia do lewej półkuli mózgu. Jeszcze nie wiadomo co to może oznaczać. Za kilka dni będzie mieć USG i wtedy będziemy wiedzieli coś więcej.

7.10.2003 r. - wtorek
Malutka miała dziś bardzo ciemną buzię, a potem błyskawicznie zaczęła żółknąć. Pobrano jej krew i okazało się, że to silna żółtaczka. Emilka będzie naświetlana. Mają zrobić badania by stwierdzić, czy to zwykła żółtaczka, czy coś poważniejszego. Malutka jest śliczna i bardzo podobna do taty. Waży 2350 g.

8.10.2003 r. - środa
Nie byłam dziś u małej. Nie miałam siły wstać z łóżka. Nie mogę chodzić ani stać. Mam gorączkę i straszne dreszcze. Leżałam w łóżku i płakałam. Czułam się tak strasznie podle, że nie jestem razem z moim dzieckiem. Jarek pojechał do kliniki sam. Oczywiście zawiózł też mleko. Mała leżała w „solarium”. Jest naświetlana z powodu żółtaczki. Nie wolno jej było nawet dotknąć.

9.10.2003 r. - czwartek
Rano byliśmy w Urzędzie Miasta w Zabrzu. Nadaliśmy naszej córeczce imiona: Emilia Anna.
Emilka wciąż jest naświetlana. Wyglądała dziś prześlicznie. Zaraz po przyjeździe do kliniki rozmawialiśmy z lekarką prowadzącą. Powiedziała, że stan malucha się poprawia, jest dziś aktywna i jeśli chcę to mogę spróbować ją dziś karmić. Małą badał przy nas kardiolog. USG wykazało, że ma jakąś dziurkę w serduszku, większą jedną komorę serca, ale prawdopodobnie to nic poważnego, a badanie będzie jeszcze powtórzone. Lekarz kazał nam się za bardzo nie przejmować, ale stwierdził, że „Idealne to to serce nie jest”. W chwilę później stan Emilki gwałtownie się pogorszył. Zaczęła sinieć i się dusić. Spadła saturacja. Od razu podano jej tlen i dwa nowe antybiotyki. Nie dostała już jeść tylko znowu dożylną kroplówkę. Powiedzieli nam, że jeżeli stan się nie zmieni trzeba będzie zrobić punkcję lędźwiową by wykluczyć zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Byliśmy przerażeni widząc to wszystko. Nasze dziecko jest takie słabe i bezbronne, a my właściwie bezradni.

10.10.2003 r. - piątek
W nocy dzwoniliśmy do kliniki, żeby dowiedzieć się co z małą. Twierdzą, że to znowu zapalenie płuc. Rano zostaliśmy wezwani na rozmowę do gabinetu lekarzy. Okazało się, po punkcji, że Emilka ma zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Przez następne dwa tygodnie będzie dostawała nowe antybiotyki i jeśli podziałają to po następnych kilku dniach obserwacji być może wyjdzie wreszcie ze szpitala. Czyli najwcześniej na przełomie października i listopada. Żółtaczka Emilki też „Nie jest taka całkiem fizjologiczna, tylko związana z ogólnym stanem zapalnym w organizmie”(!).Pocieszono nas, że stan małej nie jest taki zły i że w takim jak jej przypadku powinna na 90% wyjść z tego bez konsekwencji(!). Ale pewności nie mamy i lekarze nam takich gwarancji nie dadzą(!). Zrobione dziś USG główki potwierdziło, że jednak doszło do krwawienia do mózgu. Jakie mogą być konsekwencje nie wiadomo. Być może będzie konieczna rehabilitacja. Powiedziano nam też, że zrobiono posiew krwi, wyniki będą za kilka dni.

Dziś pozwolono nam wyjąć ją na chwilę z inkubatora – cały czas ma podawany tlen w budce tlenowej. Została ubrana w kaftanik, śpioszki, zawinięta w rożek i dostałam ją do karmienia. Pierwszy raz piła dziś z piersi. Wprawdzie tylko troszeczkę, więcej spała niż jadła, ale to było takie cudowne, gdy przytuliła się do mnie. Niestety nie pozwolono jej długo męczyć i zaraz musiała wrócić do inkubatora.

Byłam dziś u lekarza. Cały czas mam gorączkę, badanie wykazało bakterie w moczu i zaczyna mnie boleć pęcherz. Lekarz powiedział, że po porodzie nie można lekceważyć takich objawów. Dał mi „Zinnat” i powiedział, że mogę nadal karmić. Tzn. odciągać mleko dla małej.

11.10.2003 r. - sobota
Pokazałam lekarce (potem się dowiedziałam, że to ordynatorka kliniki patologii noworodka) receptę na „Zinnat” i pozwoliła mi go brać. Dostałam małą do karmienia. Sama ubrałam ją w kaftanik, zmieniłam pieluszkę (pierwszy raz). Przystawiłam małą do piersi. Spociła się strasznie przy jedzeniu, to była dla niej straszny wysiłek. Okazało się, że zjadła tylko 30 g. Za mało, ale nie miała siły dłużej ssać. Potem wróciła do inkubatora. Dziś już nie jest naświetlana, ale nadal leży w budce tlenowej.

12.10.2003 r. - niedziela
Lekarka prowadząca zabroniła mi karmić, dopóki biorę antybiotyk. Od dziś więc ściągam mleko i wylewam. A mała dostaje tylko „Alprem” – mleko dla wcześniaków. Właściwie to lekarce na wieść o tym, że jestem chora zabłysły oczy (od początku sugerują, że za chorobę małej to ja jestem odpowiedzialna), jak usłyszała o antybiotyku od razu stwierdziła, że mała zrobiła dziś zbyt luźne kupki. Dała spokój, gdy wyjaśniłam, że dopiero dziś wzięłam pierwszą tabletkę. Karmiłam dziś więc małą butelką. Emilka jest bardzo słaba, przy karmieniu musi mieć podawany tlen przez rurkę pod nosek, bo za bardzo się męczy i sinieje. 

Emilka ma dziwną wysypkę na skórze. Początkowo podejrzewaliśmy pieluszki, ale potem wysypka pokazała się w innych niż pieluszkowe miejscach na skórze. Lekarze zasugerowali uczulenie na klej plastrów, którymi mała jest ciągle oklejana (!). Kazano nam kupić specjalny plaster. Nie było to łatwe, ale w końcu udało się. W szpitalu nigdy go nie użyto. Mamy go do dziś.

13.10.2003 r. - poniedziałek
Mąż załatwił sobie w pracy, że będzie brał nieoficjalnie po pół urlopu dziennie. Pracuje więc od dziś do 11-tej, a zaraz potem jedziemy do małej. Mała wyglądała dziś troszkę lepiej, była bardziej aktywna i nie miała już takiej strasznej wysypki. Stan bez zmian, nie ma poprawy, nadal jest słaba, oddycha z pomocą tlenu i leży w inkubatorze. Jutro mają być wyniki posiewu krwi i może wreszcie się wyjaśni jakie bakterie są winne temu co się dzieje.

Mamy prześliczną córeczkę!

14.10.2003 r. - wtorek
Stan Emilki bez zmian, ale nie leży już w inkubatorze tylko w zwykłym łóżeczku, ale wciąż w budce tlenowej. Powiedziano nam, że nie ma jeszcze wyników posiewu.

15.10.2003 r. - środa
Nie znaleźliśmy naszej córeczki na sali intensywnej terapii. Po chwili okazało się, że przeniesiono ją na inną salę, gdzie dzieci leżą w normalnych łóżeczkach (co za ulga). Pielęgniarki śmiały się mówiąc, że stąd już bliżej do domu. Małej odłączono już tlen i całą aparaturę. Boję się, chyba wolałam jak była cały czas monitorowana. Na tej sali pielęgniarki dużo rzadziej kontrolują co się dzieje z dziećmi. Emilka waży 2800 g, czyli właśnie osiągnęła swoją wagę urodzeniową. Je wciąż za mało, nie ma siły ssać. Nawet butelka i smoczek z „wielką dziurą” ją męczą.

16.10.2003 r. - czwartek
Emilka wygląda lepiej. Długo siedziałam ze śpiącym maluchem na kolanach. Było mi tak dobrze.

Nie podobał nam się oddech małej, sprawiała wrażenie jakby przestawała na chwile oddychać. Lekarka stwierdziła, że to normalne, ale żeby nas uspokoić podłączyli małą do monitora. Po badaniu stwierdziła, że słyszy szmer w sercu, ale to świadczy prawdopodobnie o stwierdzonej przez kardiologa dziurce w przegrodzie. Będzie jeszcze konsultowana.

17.10.2003 r. - piątek
Mała ma dwa tygodnie. Prawie cały czas śpi, a gdy już się obudzi to ma taki dziwny rozbiegany wzrok. Lekarka powiedziała, że to normalne. No nie wiem. Rówieśnicy mojej córeczki leżący na tej samej sali skupiają wzrok, gdy ich coś zainteresuje. Moja córeczka nie. Badania neurologiczne i kardiologiczne czekają małą dopiero gdy będzie silniejsza. Ponownie pytaliśmy o wyniki posiewu. Ordynatorka popatrzyła na nas dziwnie i powiedziała, że nie robili posiewu krwi(!).

18.10.2003 r. - sobota
Mała wygląda lepiej, ale wciąż z trudem (na trzy razy) zjada porcje 60 ml mleka.

19.10.2003 r. - niedziela
Emilka była wyjątkowo aktywna, przyglądała nam się i machała małymi łapkami. Jest strasznie pokłuta, wszędzie ma ślady po wenflonach. Dziś strasznie płakała przy zmianie wenflonu. Dawniej nawet nie miała siły płakać.

20.10.2003 r. - poniedziałek
Emilka miała dziś znowu punkcję lędźwiową, posiewy wyszły jałowe, co oznacza, że antybiotyki działają, a mała powinna zacząć wracać do zdrowia. Jest nadzieja, że na początku listopada wróci (właściwie nigdy tam nie była) do domu.

Nasza córcia jest śliczna, przygląda nam się, robi miny, wierci się i płacze, gdy odkładamy ją do łóżeczka lub przewijamy.

21.10.2003 r. - wtorek
Dziś sama wykąpałam naszego malucha, a mąż odmówił pomocy przy przewijaniu. Kupka mu się niezbyt spodobała!

Waży 3180 g.

22.10.2003r. - środa
Źle się czuję, boli mnie gardło i głowa. Dziś po długiej przerwie zawiozłam do szpitala moje odciągnięte mleko. Do małej pozwolono mi wejść, ale w maseczce na twarzy. Dziś Emilka dostała ostatni raz jeden z antybiotyków. Miała badanie moczu, wyniki OK. Przystawiłam małą do piersi i trochę nawet possała, a potem dostała jeszcze butlę i chyba ją przekarmiliśmy, bo aż stękała bidulka z przejedzenia.

Wieczorem byłam u laryngologa. Kazał mi płukać gardło i jeść dużo lodów. Powiedział, że nie zarażę małej.

23.10.2003 r. - czwartek
Nasza córka była marudna. Nie chciała ssać z piersi, z butelki mojego mleka też zjadła niewiele. Pielęgniarki mówiły jednak, że wcześniej miała spory apetyt. Lekarka prowadząca mówi, że mała jest w niezłej formie i ładnie podnosi główkę. Dzisiaj powiedzieli, że można podawać moje mleko nawet po 24 godzinach od ściągnięcia. Do tej pory dawali tylko 12-godzinne. Mogę więc dostarczać więcej.

24.10.2003 r. - piątek
Z karmienia piersią nic nie wyszło, nie chce ssać.

25.10.2003 r. - sobota
Zrobiliśmy zakupy. Dotąd jakoś nie było czasu. Kupiliśmy łóżeczko, pościel, wanienkę, przewijak i mnóstwo innych brakujących jeszcze akcesoriów. Zamówiliśmy wózek. Zjadłam dziś normalny obiad - pierwszy raz od porodu – dotąd nie było na to czasu. Jedliśmy tylko kanapki. Potem pojechaliśmy do małej. Wciąż nie chce ssać, w ogóle była dziś klapnięta.

26.10.2003 r. - niedziela
Emilka waży 3330 g. Robią dziś tzw. dobową zbiórkę moczu. Małą chyba trochę bolał brzuszek, poza tym zauważyłam, że coraz częściej ulewa. Pani ordynator powiedziała, że mała ma coraz bliżej do domu.

27.10.2003 r. - poniedziałek
Emilka jest naprawdę coraz silniejsza. Dziś nawet trochę possała z piersi. Może się jednak uda z tym karmieniem.

28.10.2003 r. - wtorek
Dziś zrobiono USG główki. Poza wylewami stwierdzono lekką dysproporcję między półkulami, ale mieści się to podobno w granicach normy i mamy się tym nie przejmować. Coraz wyraźniej widać, że ma problem z ulewaniem. Jutro Emilka ma mieć kompleksowe badania.

29.10.2003 r.- środa
Emilka znowu miała robioną punkcję lędźwiową. Mąż poszedł do pani profesor zapytać o wyniki. Powiedziała, że punkcja wyszła O.K., nie ma już stanu zapalnego, inne badania też O.K., trzeba tylko czekać co najmniej 48 godzin na wynik posiewu krwi. Jeśli jednak nic nie będzie się pokazywać w preparacie to może w piątek mała wyjdzie na urlop, a jeśli posiew wyjdzie prawidłowy to być może zostanie wypisana w poniedziałek. Mała waży 3520g i wyrosła już z kilku najmniejszych ubranek. Coraz bardziej jednak ulewa.

30.10.2003 r.- czwartek
Rano zadzwoniła do mnie do domu ordynatorka. W pierwszej chwili przyszły mi do głowy same najgorsze myśli. Dawno już się tak nie bałam, ale potem na szczęście okazało się, że dzwoni by spytać czy możemy dziś zabrać Emilkę do domu. Oczywiście, że mogliśmy!!!

Mała wyszła właściwie na urlop do 6.11.2003 r. Dopiero za tydzień dostaniemy wszystkie dokumenty, zalecenia, skierowania na badania i szczepienia. Czekają ją wtedy badania, wszystkie możliwe konsultacje i jeśli wszystko będzie dobrze to ją wreszcie wypiszą. Wieczorem przywieźliśmy malutką do domu!!!! HURRA.

31.10.2003 - 5.11.2003 r.
Jest cudownie. Jestem wykończona. Uczymy się siebie. Mała częściej je z butelki niż z piersi, nie potrafi ssać, nie najada się. Praktycznie wygląda to więc tak: próbuję karmić piersią, kiepsko idzie (np. Emilka nie ssie wcale lub ssie godzinę z piersi, a 15 minut później wypija 100 ml mleka z butli), dokarmiam butelką – swoim odciągniętym mlekiem, po karmieniu muszę długo nosić małą, bo kiepsko jej się odbija i coraz bardziej ulewa. Gdy maluch wreszcie zaśnie, odciągam mleko (co 3 godziny), myję i sterylizuję laktator i butelki. Mała się budzi, bo jest głodna i zaczynamy od początku. Prawie nie śpię.

Jestem najszczęśliwszą mamą na świecie.

6.11.2003 r.
Kontrola w klinice. Zrobili Emilce USG głowy, brzuszka i serca, pobrano krew. Wszystko O.K. Serce zdrowe, ma niewielką dziurkę w przegrodzie, ale ma to podobno 30% ludzi i mamy się nie przejmować. Tylko morfologia jest trochę kiepska. Czeka nas jeszcze badanie słuchu, wizyta u neurologa, niewielka rehabilitacja i oczywiście wszystkie szczepienia. Do tej pory nie miała jeszcze nic poza WZW. Jednym słowem wszystko cacy, super i wspaniale.

A potem przeczytałam wypis. Okazało się, że Emilka miała SEPSĘ ( inaczej: posocznica lub jak kto woli: zakażenie krwi) wywołaną bardzo niebezpieczną bakterią: klebsiella pneumoniae. I nikt nam o tym nie powiedział, mówiono o wszystkim tylko nie o sepsie. Robiono posiew krwi, ale gdy mąż pytał o wyniki to ciągle go zbywano. Raz użyto tylko stwierdzenia: „żółtaczka związana z ogólnym stanem zapalnym organizmu„ (piękny eufemizm). I te ładne słowa: mała ma 90% szans, gdy tymczasem później się dowiedziałam, że wcześniaki w takim właśnie przypadku mają w najlepszym przypadku 10% szans na życie.
I ciągłe sugestie, że to ja mogłam być przyczyną choroby małej. W tym szpitalu zmarło wcześniej kilkoro dzieci z powodu sepsy wywołanej tą bakterią. Podejrzewam więc, że było to typowe zakażenie szpitalne, a nie wynik infekcji organizmu, co sugerował wypis. Strach pomyśleć co by było gdyby wtedy, gdy 9.10.2003 r. stan małej tak gwałtownie się pogorszył, nie podano właściwych antybiotyków. Teraz dopiero zaczęłam kojarzyć fakty: np. ta dziwna wysypka, typowa przy posocznicy, gdy tymczasem nam sugerowano uczulenie na plastry. I ten telefon ze szpitala, żebyśmy przyjechali po dziecko wcześniej niż to było planowane. Potem się dowiedzieliśmy, że w klinice była kontrola z sanepidu (szpital ma obowiązek zgłaszać każdy przypadek sepsy) i być może dlatego pozbyto się nas z oddziału. Aha: zapomniano nam też powiedzieć, że mała miała dodatkowo zapalenie dróg moczowych, ale to już naprawdę szczegół. Mieliśmy naprawdę dużo szczęścia, że Emilka wyszła z tego praktycznie bez szwanku. Teraz już wiemy, że jest zdrowa. I z jednej strony jestem bardzo wdzięczna lekarzom za wspaniałą opiekę jaką moje dziecko było otoczone i za to, że wyzdrowiała, a z drugiej strony nie mogę im wybaczyć, że zataili przed nami takie ważne informacje. Straciłam do nich na długo zaufanie.

Dziś Emilka ma już ponad dwa latka i jest zdrowa. Przeszliśmy wprawdzie rehabilitację i mnóstwo badań, ale dziś mamy wspaniałą córeczkę zwaną "huraganem".

Autor: Iza-bel



 

   
strona główna - nasze stowarzyszenie - nowości - artykuły - opowiadania - prezentacje - galeria - baza teleadresowa - baza leków - analizy - subskrypcja - forum - czat - członkowie stowarzyszenia - kontakt
copyright © mamo.tato 2003-2004
konto: zaloguj mt_cms v04.01.21.1