strona główna forum czat kontakt
 szukaj
strona główna
nasze stowarzyszenie
nowości
artykuły
opowiadania «
  porody
  cuda
  - Cud po tylu latach
  - Samoistna owulacja przy PC...
  - Walczyliśmy do końca, nie ...
  - II krechy i moja historia
  - Miejsce cudownych zaciążeń
  - Gorąco zachęcam
  - Nadzieja dla wszystkich
  - Wbrew logice
  - Walka o małą Emilkę
  - Wbrew wszystkiemu - Natala...
  - To już rok...
  - Laparoskopia, endometrioza...
  - Mam PCOS i mam dziecko
  - Postanorektyczny chłopiec
  - Wyniki męża - złe
  - Ciąża przy PCOS
  - Diagnoza: Nigdy pani nie d...
  - Pani dziecko nie będzie żyć
  - Siódmy cud świata - Franek
  - Macica dwurożna
  - Starania
  - Ciąża przy słabych plemnik...
  - Kiepskie plemniki i prolak...
  - 3-letnia walka
  - Starania z genetyką w tle
  - Z taką prolaktyną brak sza...
prezentacje
galeria
baza teleadresowa
baza leków
analizy
subskrypcja
forum
czat
członkowie stow.
kontakt

Gorąco zachęcam

Żona właśnie mi obwieściła tą cudowną nowinę!!! Ale od początku. Po dwóch nieudanych próbach w przeciągu dwóch lat, płaczu, nerwach, badaniach i ostatnich miesiącach starań - nie było żadnych efektów. Przeczytałem posty o "Niebieskich dzieciach" i... popłakałem się. Mi z żoną również przytrafiło się takie nieszczęście dwa razy. Przez kilka lat po ślubie nie chcieliśmy mieć dzieci ze względu na warunki - wynajmowane mieszkanie, słabo płatna praca itd. Rok temu stwierdziliśmy - koniec, czas na dzieci. Pierwsza próba i... dwie kreski. Radość i plany. Wizyty u lekarza - wszystko w porządku. W ósmym tygodniu ciąży wyjechałem służbowo za granicę, a tu nagle telefon i płacz żony. Okazało się, że miała krwawienie, wizyta w szpitalu i poronienie (na szczęście samoistne), zabieg. Trochę się załamałem, ale szczerze mówiąc nie za mocno. Trochę płaczu, smutek - mi szybko przeszło. Żona przez prawie rok nic nie mówiła o tym zdarzeniu, uciekła w pracę. Ja ze swojej strony nie nalegałem.

Na początku tego roku, żona znów zaczęła mówić o dziecku. I ponownie - za pierwszym razem mieliśmy dwie kreski. Ponowne wizyty u lekarza - wszystko w porządku. Bijące serducho, wzrost fasolki, szczęście... W ósmym tygodniu zapisany obraz na taśmie - wszystko o.k. Na następną wizytę poszliśmy w 13 tygodniu. Żona weszła do gabinetu, ale myślę sobie: „Coś długo nie wychodzi” - za jakiś czas wzywają mnie do gabinetu. Wchodzę i już wiem… żona płacze, lekarz patrzy na moją reakcję i mówi, że brak akcji serca, zatrzymanie rozwoju w 8-9 tygodniu.

Najgorsze było przed nami. Żona nie chciała iść do szpitala - wszystko odbyło się w domu. Jak na razie było to najdłuższe i najgorsze 20 godzin mojego życia. Potem oczywiście szpital, czyszczenie itd. Ale przynajmniej teraz już wiem co czują kobiety w takiej sytuacji. Cały czas widzę "małego człowieczka" w słoiku ze spirytusem, którego niosłem do szpitala na badanie - przecież to było NASZE dziecko!!! Cały czas walczę z myślami typu "Dlaczego my?", "Dlaczego jest tyle niechcianych dzieci, które się rodzą?". Wiem, że nie powinienem tak myśleć, ale dlaczego świat jest taki niesprawiedliwy i okrutny?

Nie jestem praktykującym katolikiem, ale Żona namówiła mnie na odwiedziny Matki Boskiej Brzemiennej w Gdańsku Matemblewie (podobno wiele par tam modli się o pomoc w swoich problemach z poczęciem). Wizyta w tym miejscu coś we mnie zmieniła, rzeczywiście widziałem tam wiele młodych ludzi-par, pewnie z różnymi problemami większymi od naszych. Widać to miejsce i obecność Matki Boskiej, modlitwy, które jej ludzie zanoszą rzeczywiście ma moc. U nas niespodziewanie... Dlatego gorąco polecam wizytę w tym miejscu wszystkim, może to miejsce odmieni Wasze życie jak i nam zmieniło niespodziewanie.

Autor: Marcin


 

   
strona główna - nasze stowarzyszenie - nowości - artykuły - opowiadania - prezentacje - galeria - baza teleadresowa - baza leków - analizy - subskrypcja - forum - czat - członkowie stowarzyszenia - kontakt
copyright © mamo.tato 2003-2004
konto: zaloguj mt_cms v04.01.21.1