strona główna forum czat kontakt
 szukaj
strona główna
nasze stowarzyszenie
nowości
artykuły
opowiadania «
  porody
  cuda
  - Cud po tylu latach
  - Samoistna owulacja przy PC...
  - Walczyliśmy do końca, nie ...
  - II krechy i moja historia
  - Miejsce cudownych zaciążeń
  - Gorąco zachęcam
  - Nadzieja dla wszystkich
  - Wbrew logice
  - Walka o małą Emilkę
  - Wbrew wszystkiemu - Natala...
  - To już rok...
  - Laparoskopia, endometrioza...
  - Mam PCOS i mam dziecko
  - Postanorektyczny chłopiec
  - Wyniki męża - złe
  - Ciąża przy PCOS
  - Diagnoza: Nigdy pani nie d...
  - Pani dziecko nie będzie żyć
  - Siódmy cud świata - Franek
  - Macica dwurożna
  - Starania
  - Ciąża przy słabych plemnik...
  - Kiepskie plemniki i prolak...
  - 3-letnia walka
  - Starania z genetyką w tle
  - Z taką prolaktyną brak sza...
prezentacje
galeria
baza teleadresowa
baza leków
analizy
subskrypcja
forum
czat
członkowie stow.
kontakt

Mam PCOS i mam dziecko

Chciałabym opisać Wam moją drogę do zostania mamą, aby pocieszyć dziewczyny walczące z PCOS. W grudniu 2000 r. poroniłam wczesną 5-tygodniową ciążę, o którą się specjalnie nie staraliśmy, ale skoro się udało to poronienie było dla mnie koszmarem. Od lipca 2001 r. zaczęliśmy usilne starania - bardzo chciałam, zajść w ciążę i urodzić dziecko, i ciągle się bałam, że mi to się nie uda. Skoro za pierwszym razem tak fatalnie się ułożyło, to nigdy nie donoszę ciąży.

Najpierw chodziliśmy do zwykłego ginekologa, brałam „Clo” i „Luteinę” i, jak się potem dowiedziałam, nawet nie miałam owulacji. Na propozycję, żeby może sprawdzić czy ją mam, zawsze była odpowiedź, że u mnie na to jest za wcześnie. Więc poszliśmy do Novum. Dr W. zrobił nam badania, na które wydaliśmy kupę forsy i zakwalifikował nas do inseminacji. Brałam „Clo”, po którym miałam owulację - w każdym jajniku po 2 pęcherzyki, ale w ciążę nie zachodziłam. Kiedy zrobiliśmy wreszcie inseminację, udało nam się wstrzelić w dniu pęknięcia pęcherzyka. 10 dni po progesteron miałam 28 jednostek, beta 8 jednostek i pełna nadziei.... dostałam tydzień później okres.

Jejciu dziewczyny, w jakiej strasznej rozpaczy byłam - to coś okropnego narobić sobie nadziei i potem łups na pupę... Po tej inseminacji stwierdziłam, że nie będę próbować dalej, jeśli nie zrobię sobie badań drożności, bo po co wydawać kasę na inseminację, jeśli może się okazać, że np. z jajowodami jest coś nie tak. Poszłam więc do pierwszego z brzegu lekarza po skierowanie na laparoskopię i to był cud, że na niego trafiłam. Pani doktor dała mi skierowanie na laparo, ale orzekła, że na jej oko to ja mam insulinoodoporność i radziła mi zrobić w tym kierunku badania, bo jak mówiła wtedy ominie mnie laparo. Zrobiłam te badania, ale poszłam je pokazać po laparoskopii, bo tak czy inaczej chciałam ją zrobić.

Jak zobaczyła moje wyniki, orzekła, że mam typową insulinoodporność i przepisała mi lek „Metformin” (bierze się do testu - potem nie wolno, bo może zaszkodzić dziecku). Na „Metforminie” od razu zaskoczyła owulacja. Laparo miałam 31 sierpnia, a 15 października zaszłam w ciążę.

Pierwsze 3 miesiące były koszmarem, potwornie bałam się, że sytuacja się powtórzy. Na każdej wizycie lekarka wpadała w panikę na widok mojego ciśnienia, które było bardzo wysokie. Dopiero kiedy minął 14 tydzień uspokoiłam się do tego stopnia, że ciśnienie na wizytach zaczęło być w granicach normy. Po tym też zorientowałam się jak bardzo przez ten pierwszy trymestr się denerwowałam.

13 lipca 2003 r. urodził się mój wyczekany synek Kacper. Urodził się przez cesarskie cięcie, ponieważ był spory - ważył jak się okazało 5 kg i lekarze nie chcieli ryzykować porodu naturalnego. „13” to dla nas szczęśliwa liczba - Kacper urodził się 13-tego o godzinie 13.00, a leżeliśmy w szpitalu na sali nr 13. Teraz jest już dużym chłopcem, próbuje siadać i stawać na nogi, a ja ciągle nie mogę uwierzyć w ten cud, który się zdarzył. Jak mi mówi moja mama: "Teraz już nigdy nie będziesz sama”.

Zapomniałam coś jeszcze Wam napisać: w cyklu, w którym się udało do tego stopnia nie wierzyłam, że się uda, że poszliśmy do lekarza, żeby porozmawiać czy nie powinnyśmy wrócić do inseminacji i może starania powinny nabrać przyśpieszenia. Mój mąż był ze mną. Lekarz stwierdził, że chciałby mi zrobić USG, czy są ślady po owulacji. I nigdy nie zapomnę tych słów: "Mi się wydaje, że Pani już jest w ciąży". Ominęły mnie więc wszystkie romantyczne sposoby na powiadomienie męża o upragnionej ciąży...

Autor: Roma


 

   
strona główna - nasze stowarzyszenie - nowości - artykuły - opowiadania - prezentacje - galeria - baza teleadresowa - baza leków - analizy - subskrypcja - forum - czat - członkowie stowarzyszenia - kontakt
copyright © mamo.tato 2003-2004
konto: zaloguj mt_cms v04.01.21.1