strona główna forum czat kontakt
 szukaj
strona główna
nasze stowarzyszenie
nowości
artykuły
opowiadania «
  porody
  cuda
  - Mam PCOS i mam dziecko
  - Z taką prolaktyną brak sza...
  - Laparoskopia, endometrioza...
  - To już rok...
  - Wbrew wszystkiemu - Natala...
  - Walka o małą Emilkę
  - Wbrew logice
  - Nadzieja dla wszystkich
  - Gorąco zachęcam
  - Miejsce cudownych zaciążeń
  - II krechy i moja historia
  - Walczyliśmy do końca, nie ...
  - Samoistna owulacja przy PC...
  - Cud po tylu latach
  - Postanorektyczny chłopiec
  - Starania z genetyką w tle
  - 3-letnia walka
  - Kiepskie plemniki i prolak...
  - Ciąża przy słabych plemnik...
  - Starania
  - Macica dwurożna
  - Siódmy cud świata - Franek
  - Pani dziecko nie będzie żyć
  - Diagnoza: Nigdy pani nie d...
  - Ciąża przy PCOS
  - Wyniki męża - złe
prezentacje
galeria
baza teleadresowa
baza leków
analizy
subskrypcja
forum
czat
członkowie stow.
kontakt

Wyniki męża - złe

Staramy się chyba od 2 lat. Moim podstawowym problemem była nieregularność okresu – co 38, 40, 51, 64 dni… Nigdy nie wiedziałam kiedy mam jajeczkowanie. Śluzu płodnego nie widziałam, a brzuch mnie nie bolał. Tylko czasami z prawej strony czułam kłucie, ale nie wiedziałam czy tak się czuje jajeczkowanie. Często miewałam zapalenie pochwy, raz w miesiącu na pewno. Zawsze stosowałam albo globulki albo coś do przemywania.

Zaczęłam się leczyć u pewnego lekarza. Po zrobieniu badań hormonalnych zaproponował „Clo”. Wystraszyłam się, bo w jego gabinecie nie było USG, a doczytałam, że to niebezpieczny lek, trzeba monitorować czy powstają torbiele i regulować wtedy dawkę. On tego nie zaproponował. Dawka wydała mi się duża w porównaniu z tym co czytałam na różnych grupach. Więc "uciekłam", nie wróciłam do niego…

Psychicznie optymizm ładował mi pewien bioenergoterapeuta, ale robił mi wodę z mózgu mówiąc, że kobieta może kilka razy jajeczkować w miesiącu (żebym się nie sugerowała), żebym nie obliczała, odstawiła termometr itp. Mówił zupełnie inne rzeczy niż te książkowe.

W 18 dniu ostatniego cyklu (wtedy nie wiedziałam oczywiście, że będzie ostatni) wylądowałam z mężem po raz pierwszy w Poradni Niepłodności. Badanie USG sugerowało lekarzowi, że raczej już jestem po jajeczkowaniu z prawego jajnika, a anatomicznie jest wszystko w porządku. Natomiast mąż, ponieważ był poważnie chory kilkanaście lat (brał sterydy), lekarz zlecił mu badanie nasienia.

W 36 dniu cyklu pojawiło się inne od okresy krwawienie - plamienie (zaraz pytałam tu na forum o co chodzi). Po 3 dniach plamienia poszłam do lekarza. Ten nie stwierdził ciąży, ale polecił zrobić test. W 39 dniu cyklu zrobiłam go i wyszedł pozytywny! Na następny dzień trafiłam na bardzo dobrego lekarza - przez przypadek będąc na Majówce w W-wie - i na USG zobaczyłam 5,6 mm fasolkę i diagnozę, że jest to 6 tydzień!

Zaskoczona jestem ja… mąż... lekarz… Pytam kiedy… jak... z kim? Nic nie rozumiem… A dziś, czyli kiedy od tygodnia wiem, że jestem w ciąży mąż odbiera wyniki i wiecie, co? Chyba nie są dobre… Ok. 25 mln plemników, ale 3-ci i 4-ty stopień ruchliwości ma zaledwie 13 %. Patologicznych plemników jest 88%...

Cuda się zdarzają... Jeszcze trudno mi uwierzyć, że się udało i bardzo boje czy nie poronię… Ale pewnie nie jestem jedyna...

Autor: Viola


 

   
strona główna - nasze stowarzyszenie - nowości - artykuły - opowiadania - prezentacje - galeria - baza teleadresowa - baza leków - analizy - subskrypcja - forum - czat - członkowie stowarzyszenia - kontakt
copyright © mamo.tato 2003-2004
konto: zaloguj mt_cms v04.01.21.1